Google Pixel 11 Pro XL / fot. Paweł Gajkowski, gsmManiaK.pl
Najnowszy Google Pixel 11 Pro XL oferuje jaśniejszy ekran, bardzo długi czas pracy i znacznie lepszy teleobiektyw, a do tego nowszy układ SoC Tensor G6. Sprawdziłem, czy te zmiany uzasadniają cenę 6699 zł za testowany wariant 512 GB.
Spis treści
Google nie próbował wymyślić swojego największego flagowca od nowa. Pixel 11 Pro XL wygląda znajomo, ma ekran tej samej wielkości i zachowuje układ trzech aparatów, który znamy z poprzedniej generacji.
Najważniejsze zmiany ukryto głębiej: w układzie Tensor G6, większym teleobiektywie, jaśniejszym panelu, ładowaniu Qi2.2 oraz funkcjach opartych na Gemini.
Taki kierunek stawia przed nowym modelem niewygodne pytanie. Pixel 10 Pro XL nadal jest bardzo dobrym telefonem, ma 16 GB RAM w każdej wersji i po premierowych obniżkach kosztuje wyraźnie mniej.
Tymczasem ceny Pixela 11 Pro XL wynoszą 6149 zł za 256 GB, 6699 zł za 512 GB i 7849 zł za 1 TB. Testuję środkowy wariant z 16 GB RAM i 512 GB na dane w kolorze Obsidian. Podstawowa odmiana ma tylko 12 GB pamięci operacyjnej.
Pixel 11 Pro XL waży 226 g, czyli o 6 g mniej od poprzednika. Ta niewielka zmiana nie odmieniła jednak jego charakteru. Nadal jest to duży i ciężki smartfon, który podczas dłuższego użytkowania najwygodniej obsługiwać obiema dłońmi.
Obudowę wykonano bardzo dobrze. Przód i tył chroni Gorilla Glass Victus 2, ramę zrobiono z aluminium, a matowe plecki nie zbierają nadmiernie odcisków palców. W testowanym wariancie Obsidian matowa jest również ramka, podczas gdy pozostałe wersje mają polerowane wykończenie. Całość spełnia normę IP68.
Wyspa aparatów nadal zajmuje niemal całą szerokość obudowy, ale obok obiektywów pojawił się HiLight. Kolorowy pierścień LED informuje o połączeniu od wybranego kontaktu i sygnalizuje aktywność Gemini.
Obsługa wiadomości ma zostać dodana później, więc na razie nie jest to pełnoprawna dioda powiadomień. HiLight zastąpił czujnik temperatury znany z poprzednich modeli Pro. Nie jest to dla mnie duża strata, ponieważ termometr pozostawał dodatkiem o dość wąskim zastosowaniu.
Akumulator ma 5115 mAh, a więc jest nieco mniejszy niż ogniwo 5200 mAh w Pixelu 10 Pro XL. Czas pracy na tym nie ucierpiał. Pixel 11 Pro XL wytrzymuje więcej niż pełny dzień, a wieczorem pozostawia jeszcze sensowny zapas energii. Przy spokojniejszym korzystaniu ładowanie każdej nocy nie jest konieczne.
Ładowanie przewodowe 45 W nadal rozczarowuje w telefonie kosztującym blisko 7000 zł. Po 15 minutach akumulator odzyskuje około 35%, po pół godziny około 70%, a dojście do 100% zajmuje mniej więcej 80 minut.
PixelSnap obsługuje standard Qi2.2, magnetyczne akcesoria oraz ładowanie bezprzewodowe do 25 W. Zasilacza nie ma w pudełku, jest jedynie przewód USB-C.
Wyświetlacz Super Actua ma 6,8 cala, rozdzielczość 1344 x 2992 piksele i adaptacyjne odświeżanie w zakresie od 1 do 120 Hz. To nadal płaski panel LTPO OLED o proporcjach 20:9.
Google zwiększyło jasność HDR z 2200 do 2400 nitów, a wartość szczytową z 3300 do 3600 nitów. Na poziomie specyfikacji jest więc lepiej, lecz wzrost wynosi około 9%. Podczas korzystania z telefonu nie dostrzegłem wyraźnej różnicy względem ekranu Pixela 10 Pro XL.
Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo dobry wyświetlacz. Wysoka rozdzielczość zapewnia ostry tekst, odświeżanie 120 Hz odpowiada za płynne przewijanie, a LTPO pozwala ograniczyć częstotliwość podczas wyświetlania statycznych treści.
Panel pozostaje czytelny na zewnątrz, ma szerokie kąty widzenia i dobrze odwzorowane kolory. Doceniam również symetryczne ramki oraz płaską powierzchnię, która ułatwia obsługę gestów i założenie szkła ochronnego. Google nie przebudowało ekranu, bo zwyczajnie nie było takiej potrzeby.
Do odblokowania telefonu służy ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych umieszczony pod ekranem oraz rozpoznawanie twarzy. Obie metody uzupełniają się, więc użytkownik nie jest uzależniony od jednego sposobu zabezpieczenia urządzenia. Za dźwięk odpowiadają głośniki stereo, trzy mikrofony, redukcja szumu oraz obsługa dźwięku przestrzennego.
Lista standardów łączności nie pozostawia istotnych braków. Pixel 11 Pro XL obsługuje 5G, Wi-Fi 7, Bluetooth 6, NFC, UWB, Thread oraz dwuzakresową nawigację satelitarną. Port USB-C działa w standardzie 3.2, a europejska wersja pozwala korzystać z nanoSIM i eSIM.
Telefon obsługuje również Google Cast, dzięki czemu można bezprzewodowo przesyłać obraz i multimedia na zgodne urządzenia.
Google Tensor G6 zapewnia płynną obsługę Androida 17, aplikacji, wielozadaniowości i aparatu. Testowany wariant z 16 GB RAM nie ma problemu z utrzymywaniem aplikacji w pamięci, a reakcje interfejsu odpowiadają klasie cenowej smartfona i w zasadzie ciężko jest się tutaj do czegoś przyczepić.
Testy syntetyczne procesora pokazują wyraźny wzrost względem Tensora G5. W testach graficznych nadal widać dystans do najmocniejszych układów stosowanych przez konkurencję, ale wzrost jest widoczny.
Największe zastrzeżenie dotyczy jednak stabilności najnowszej jednostki obliczeniowej. W piętnastominutowym teście ciągłego obciążenia wydajność procesora spadła do około połowy wartości początkowej.
Pierwsze minuty są szybkie, później wykres schodzi w okolice 60–65%, a końcowy fragment testu oscyluje blisko 50%. To mocny throttling, jak na smartfon z najwyższej półki. Nie wygląda to również zbyt dobrze na tle konkurencji z układem Snapdragon 8 Elite Gen 5.
Nie oznacza to ciągłych przycięć podczas zwykłego korzystania. Google Pixel 11 Pro XL działa płynnie, lecz wyraźnie nagrzewa się przy dłuższej grze, rozbudowanych operacjach aparatu i wielominutowym obciążeniu.
Tensor G6 dobrze obsługuje krótkie zadania i funkcje AI, ale nie jest procesorem dla osoby, która oczekuje maksymalnej wydajności przez dłuższy czas bez spadku tempa. Gracze znajdą szybsze i stabilniejsze konstrukcje. To oczywiście wynika nie tyle z samego układu SoC, ile z niezbyt dobrego systemu odprowadzania ciepła.
Wyniki pamięci są dobre, choć opis Zoned UFS nie mówi kupującemu tak wiele, jak konkretna generacja standardu. Szkoda też decyzji o 12 GB RAM w odmianie 256 GB. Pixel 10 Pro XL miał 16 GB niezależnie od pojemności, więc najtańszy Pixel 11 Pro XL wykonuje pod tym względem krok wstecz.
Pixel 11 Pro XL trafia na rynek z Androidem 17. Google obiecuje siedem lat aktualizacji systemu, zabezpieczeń i pakietów Pixel Drops. Kupując go dzisiaj, nie trzeba martwić się, że za dwa lub trzy lata producent straci nim zainteresowanie.
Sam interfejs pozostaje prosty, spójny i bardzo płynny, a szybki dostęp do kolejnych wersji Androida nadal jest jednym z mocniejszych argumentów przemawiających za Pixelem.
Google ponownie poświęca sporo uwagi sztucznej inteligencji. Tensor G6 obsługuje lokalne modele AI, a nowe funkcje pomagają między innymi podczas fotografowania, edycji zdjęć i korzystania z Gemini.
Problem polega na tym, że nie wszystkie nowości muszą od razu działać w Polsce. Dostępność zależy od języka, regionu, rodzaju konta, a czasami także od kolejnej aktualizacji.
Z tego powodu do długiej listy zapowiedzi podchodzę ostrożnie. Liczy się to, z czego rzeczywiście mogę skorzystać, a nie liczba funkcji pokazanych podczas prezentacji.
Patrząc na specyfikację aparatów Google Pixel 11 Pro XL, można odnieść wrażenie, że Google zrobiło zwykłe kopiuj-wklej z poprzedniej generacji. 50 MP tutaj, 48 MP tam, a zoom optyczny nadal kończy się na 5x. Tyle że same megapiksele to tylko część tej historii.
Teleobiektyw dostał znacznie większy przetwornik, który urósł z 1/2,55 do 1/1,95 cala. Większe matryce trafiły również do dwóch pozostałych aparatów, choć to właśnie zmiana w teleobiektywie ma największe znaczenie.
Główny aparat nadal wykonuje zdjęcia w stylu Google. Zdjęcia są wyraziste, mają szeroką dynamikę tonalną, dobrze opanowane jasne partie i sporo informacji wyciągniętych z cieni. Nie prowadzi to do całkowitego spłaszczenia obrazu.
Kolory są przyjemne dla oka i odpowiednio nasycone, więc większość fotografii można od razu udostępnić bez dodatkowej edycji. Google nadal mocno podkreśla drobne detale, faktury oraz krawędzie.
Gwiazdą zestawu jest teleobiektyw 5x. Większa matryca pozwala mu rejestrować dużo szczegółów, dobrze kontrolować szum i utrzymywać kolorystykę bliską głównemu aparatowi.
Także zoom 10x daje użyteczne zdjęcia, o ile nie brakuje światła. Algorytmy pracują wtedy mocniej, przez co drobne faktury są upraszczane, a krawędzie wyraźniej podkreślone, lecz taki materiał nadal można wykorzystać w mediach społecznościowych.
Zoom 120x jest realizowany przez sztuczną inteligencję, dlatego też zdjęcia wychodzą zaskakująco dobrze. Trzeba jednak mieć na uwadze, że nie ma to już nic wspólnego z fotografią. To po prostu przetwarzanie kadru przez AI.
Aparat ultraszerokokątny dobrze pasuje do głównego modułu. Pole widzenia 123 stopni przydaje się przy krajobrazach, architekturze oraz wnętrzach, a autofokus pozwala wykonywać zdjęcia makro. W centrum kadru jest ostro i szczegółowo. Dopiero przy samych krawędziach pojawia się lekkie zmiękczenie i rozciągnięcie obrazu.
Tryb portretowy daje przyjemne rozmycie tła, chociaż przy włosach i drobnych konturach algorytm potrafi się pomylić.
Po zmroku można swobodnie korzystać ze wszystkich trzech dostępnych aparatów, ale różnice między nimi są wyraźne. Najpewniejszy pozostaje główny moduł, który dobrze ogranicza szum i nie pozwala mocnym źródłom światła zdominować całego kadru. Ultraszeroki kąt gubi nieco więcej detali, szczególnie po bokach.
Największą poprawę względem Pixela 10 Pro XL pokazuje teleobiektyw. Większy przetwornik pozwala używać zoomu 5x również przy słabszym oświetleniu, bez gwałtownego pogorszenia ostrości oraz kolorów. Instant Night Sight skraca czas wykonywania zdjęcia, natomiast astrofotografia nadal wymaga stabilnego podparcia telefonu.
Pixel 11 Pro XL nagrywa materiał 4K przy 60 kl./s. Kolory nie zmieniają się gwałtownie podczas przełączania obiektywów, a nocne nagrania są odpowiednio szczegółowe.
Pro Stable Video skuteczniej ogranicza drgania podczas rejestrowania obrazu w ruchu. Video Boost pozwala uzyskać materiał 8K przy 24 lub 30 kl./s, choć nie odbywa się to wyłącznie na telefonie. Plik musi zostać dodatkowo przetworzony w usłudze Google, więc na końcowy rezultat trzeba poczekać.
Dostępne są również 10-bitowy HDR, zoom wideo do 20x oraz Audio Magic Eraser.
Google Pixel 11 Pro XL jest najlepszym dużym Pixelem, ale jego przewaga nad poprzednikiem skupia się w kilku konkretnych miejscach.
Najważniejszy jest teleobiektyw, który daje bardzo dobre zdjęcia 5x i użyteczny zoom 10x. Do tego dochodzą całodzienny czas pracy, jaśniejszy ekran, niższa masa, Qi2.2 oraz siedem lat aktualizacji.
Lista słabszych stron jest równie konkretna. Tensor G6 traci około połowy wydajności pod długim obciążeniem, ładowanie do pełna nadal zajmuje około 80 minut, a cena testowanej wersji 512 GB wynosi 6699 zł. Najtańsza odmiana za 6149 zł ma tylko 12 GB RAM, mimo że jej poprzednik oferował 16 GB.
HiLight nie zmienia codziennej obsługi, a konstrukcja nadal jest ciężka.
Posiadaczowi Pixela 10 Pro XL nie polecam natychmiastowej przesiadki. Jeśli teleobiektyw nie jest priorytetem, różnice są za małe w stosunku do wydatku. Przeceniony poprzednik pozostaje też bardzo mocną alternatywą dla nowego kupującego.
Pixel 11 Pro XL ma więcej sensu dla właściciela starszego telefonu, który chce czystego Androida, długiego wsparcia, dużego ekranu i jednego z najbardziej wszechstronnych zestawów fotograficznych. Wybrałbym wersję 512 GB, ponieważ 16 GB RAM daje jej lepszą perspektywę na siedem lat użytkowania.
Osoba, która nie potrzebuje ekranu 6,8 cala i dużego akumulatora, powinna sprawdzić mniejszego Pixela 11 Pro. Ma ten sam zestaw aparatów i kluczowe funkcje, a jest wygodniejszy.
|
ZALETY
|
WADY
|
Jeśli szukasz dobrego smartfona, warto zacząć od lektury naszego TOP-10 najlepszych telefonów.
Jeśli natomiast potrzebujesz fotosmartfona, mamy dedykowane zestawienie najlepszych smartfonów do zdjęć.
Warto też zerknąć na inne wpisy w sekcji smartfonów polecanych przez GSMmaniak.pl.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.
PKO BP ma ważny komunikat dla osób, które szukają sposobu na szybki zarobek. Pozornie atrakcyjna…
Jakie telefony kupowałbyś, gdybyś miał pełen wybór, a do tego obecność usług Google nie byłaby…
Jeżeli miałbym wskazać jeden telefon, którego brak w polskich sklepach będzie najmocniej kłuł mnie w…
System Nothing OS 5.0 ma już sprecyzowaną datę premiery na każdym z urządzeń, tak samo,…
Jeśli lubisz sportowe SUV-y, które łączą wysoką moc z rozsądnym zużyciem paliwa, to musisz zwrócić…
Samsung chciał naprawić jeden problem z ekranem Galaxy S26 Ultra, a użytkownicy zaczęli zgłaszać kolejny.…